Pomorze zachodnie – Bałtyckie pustkowia

Dzień dobry!! Morze

Wyznaję zasadę, że z Bałtykiem trzeba przywitać się co najmniej raz w roku. Nie wiem jak to się stało, ale podjęłam spontaniczną (jak zwykle) decyzję, co do pomajówkowego terminu. Pogoda była niepewna, wręcz wszystko wskazywało na to, że będzie deszczowo.

rower na plaży

O dziwo Bałtycka riwiera przywitała mnie słońcem i bezchmurnym niebem.

osoba siedzi na plaży z rowerem obok

Tym razem padło na wybrzeże zachodnie. Nie jest to moja ulubiona część, ale pod względem rozbudowy infrastruktury rowerowej, uważam, że jest najlepiej zorganizowana.

Korona nad Bałtykiem

Pierwszy dzień zapoznawczy, a właściwie to późne popołudnie, przeznaczyłam na krótką rajzę w poszukiwaniu gofra. Kierunek Kołobrzeg. Po drodze otrzymałam podpowiedź na co tak naprawdę mam ochotę. Niestety jak wiadomo czas światowej pandemii nie sprzyja wyjściu do karczmy na piwo.

napis na piwo

Pustki, informacje na drzwiach lokali – ZAMKNIĘTE, oraz artystyczne murale nie dają zapomnieć o wszechobecnym zagrożeniu Covid- 19. Dziwnie to wszystko wygląda. Normalnie takie miejsca tętnią życiem, a ja miałam wrażenie, że jestem tu zupełnie sama (oczywiście mi to nie przeszkadza. Temat samotności poruszałam ostatnio).

mural covid

Wspominki

Klalasyk klasyków to Latarnia Morska w Kołobrzegu. Dokładnie dwa lata temu, również stałam w tym miejscu, zaczynając drugi dzień bałtyckiej wyprawy. Miałam wtedy okazję poznać całe wybrzeże, zaliczając w 5 dni linię brzegową trasą R-10. Taką przygodę z tobołami na rowerze polecam każdemu zapalonemu rowerzyście.

Nie dość, że jest to fantastyczna przygoda, to też można zobaczyć jak różnorodna jest linia brzegowa. Wiele osób myśli, że w każdym miejscu wybrzeże wygląda tak samo. Lecz tak nie jest, są miejsca, które wyglądają dziko, nieodkrycie, bez parawanów, bez cywilizacji, bez śmieci. Miejsca, gdzie plaże są szerokie i płaskie jak stół, a także takie, gdzie wysokie klify i urwiska, zapierają dech, kiedy patrzy się w dół. Wszędzie zachód słońca wbrew pozorom wygląda inaczej. Ale najlepiej zobaczyć to na własne oczy jadąc trasą R-10.

latarnia morska kołobrzeg

Morskie przysmaki

Na promenadzie w Kołobrzegu, okazuje się, że jednak coś jest otwarte, ale niestety gofrów brak. Jak to? Być nad morzem i nie zjeść gofra. To tak jak pojechać do Zakopanego i nie zjeść oscypka. Zdecydowałam się więc na inny Bałtycki przysmak prosto ze smażalni. Z reguły nie jadam zwierząt, ale zdarzy się od czasu do czasu.

Jak wiadomo teraz jedzenie sprzedawane jest tylko na wynos, a przed knajpami nie ma stolików. Wygląda to tak trochę po Azjatycku. Ludzie siedzą przed knajpą na ziemi i właściwie z ziemi jedzą. Mniej więcej tak było w Tajlandii w night marketach. Ja jednak zdecydowałam się zabrać zapakowaną w tonę plastiku wałówkę i zjeść na plaży.

ryba z surówką

Zdecydowanie wolę lokale z takim widokiem. Ptactwo tylko mnie obserwowało, kiedy coś rzucę na pożarcie. Tak też zrobiłam, w efekcie czego nie mogłam się opędzić od śmiałych, nie bojących się niczego mew. Już wiem dlaczego nikt nie jadł na plaży.

mewy na plaży

Zachód

Mimo panującej temperatury 8 stopni zostałam do zachodu na plaży, aby zrobić to artystyczne zdjęcie.

zachód słońca nad bałtykiem

Pogoda

Poranek przywitał mnie niezbyt piękną pogodą. Krótko mówiąc lało, wiało i było zimno. Poczekałam, aż się to ustabilizuje. Dopiero ok 14 pogoda zrobiła się łaskawa i pozwoliła, w miarę na sucho wyjść na rower. Pewnie was zaskoczę, ale nie pojechałam ani na wschód, ani na zachód.

Rowerowe Pomorze zachodnie

Jak wspomniałam wyżej zachodniopomorskie prężnie rozwija się pod kontem infrastruktury rowerowej. Jedną z ciekawszych inwestycji jest Stary Kolejowy Szlak.

Trasa ma dwie odnogi, które zbiegają się w Białogardzie. Jedna rozpoczyna się w Mielnie i wiedzie przez Koszalin, natomiast druga startuje z Kołobrzegu i w większości rozciąga się po nasypie dawnej linii kolejowej przez Gościno i Karlino.

Kolejowym szlakiem jechałam tylko miejscami, ponieważ ciągnęło mnie także w inne miejsca, a że pora była późna nie mogłam zobaczyć wszystkiego.

Drugim ciekawym szlakiem jest Zachodniopomorska Droga św. Jakuba. Jest to sieć wielu szlaków, które biegną z prawie wszystkich zakątków Europy do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Przez zachodniopomorskie, przechodzi wiele odnóg tej trasy – od Słupska aż do Świnoujścia o łącznej długości 630 km.

Od Grzybowa pojechałam świeżutką trasą z czerwoną nawierzchnią do Błotnicy przez Korzystno – jest to właśnie fragment Trasy św. Jakuba. Tutaj chyba inwestor nieco przesadził z ilością znaków C-13. Ale to może po to, by nie dało się zgubić na tej prostej rowerowej autostradzie.

ścieżka rowerowa

Nie padało, ale kłębiące się nad głową chmury nie zwiastowały nic dobrego.

drzewa na tle pochmurnego nieba

Korona wirus zrobił spustoszenie nawet na autostradzie.

autostrada

Z idealnie równej ścieżki w końcu wjechałam na bardziej naturalne podłoże.

leśna droga

Standardowo zdjęcia – białych kwiatków tym razem nadmorskich.

białe kwiaty na łące

Droga do Drozdowa wiedzie między polami rzepaku. Ta porażająca oczy żółć niezwykle pięknie komponuje się z kolorem burzowego nieba

osoba na rowerze

Trochę mnie to niepokoiło, bo znajdowałam się na otwartej przestrzeni, której końca nie było widać, a burza jak gdyby szła w moją stronę.

łąka

Wiatr tym razem mi sprzyjał, bo wiał ostro w plecy, dlatego bardzo szybko pokonałam polny odcinek, zostawiając burzę gdzieś pomiędzy.

pole rzepaku

Przy okazji znalazłam fajną agroturystykę. Terraja Drozdowo. Totalnie na odludziu między polami.

terraja drozdowo

Pogoda o dziwo zaczęła się poprawiać.

wycięty las

Kolejnym punktem na trasie było Jezioro Kamienica z którym związana jest legenda o zatopionym mieście. W skrócie: miasto zostało zatopione, ponieważ ówczesny burmistrz nakazał wysypanie okruszkami chleba drogi, po której jego córka szła do ślubu. Ciekawe po co? Hmmm, kto wymyśla te wszystkie legendy…?

jeziorko

Nad jeziorem, rosną bardzo ciekawe rośliny. Nie wiem co to. Pierwszy raz coś takiego widziałam.

owad

W planie miałam przejechać ścieżką wzdłuż rzeki Błotnica, ale odradzam. Ścieżka widnieje na mapie, do tego jest bardzo malownicza, ale niestety nagle się urywa. Albo jest tak zarośnięta, że jej nie widać. Do tego podczas poszukiwań innej alternatywy zaliczyłam wypych, miejscowo z rowerem na plecach. Tak to prawda – wypych nad morzem. Próbowałam przedrzeć się do innej drogi, którą znalazłam, ale niestety. Wysokie krzaczory trochę mnie przerosły.

leśna droga

W drodze powrotnej we wsi Ołużna natknęłam się na ruiny kościoła, który też kryje w sobie ciekawą historię. Możecie przeczytać tutaj.

ruiny kościoła

Wiadomo, skoro wiatr wiał mi w plecy, to w drodze powrotnej w pysk. Burzowe chmury jakby odeszły w niepamięć. Wróciłam do Grzybowa w sam raz na zachód słońca, z odrobinę przekrwionymi oczami.

osoba na plaży

Jest jakaś magia w morskich zachodach. Ale co jak co. Krew góralska w żyłach płynie, więc raczej dla mnie zachody słońca najpiękniejsze między pagórkami.

zachód słońca nad bałtykiem

Mapa

2 thoughts on “Pomorze zachodnie – Bałtyckie pustkowia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *