Liv Devote 1

Myślę, że jak na pierwszy wypad 50 km wystarczy. Buty SPD szoruję na błysk, bo nie wypada przecież na nowy rower usiąść w brudnych butach, na których jeszcze utrzymuje się błoto sprzed miesiąca. No jak by to wyglądało. Rower nieskalany jeszcze choćby najmniejszą kropeczką błota, ani jedną rysą czy przetarciem, a tu takie brudne buty. Tak być nie może. Zakładam szorty oraz koszulkę, zestaw pachnie niemieckim płynem do płukania, te produkowane w Polsce mają mniej intensywny zapach i jakoś tak szybciej wietrzeje, a ja lubię gdy moje ubrania pachną kwiatem lotosu lub poranną bryzą morską.

devote

Zaraz zaraz. Tylko czy na taki rower można ubrać się jak na MTB. O Matko! Czy na gravela wymagany jest odpowiedni formalny dress-code? Chyba nie mam gravelowych ubrań. A co z kaskiem? Co prawda mam taki bez daszku, pod który można ubrać kolorową czapeczkę kolarską będącą fundamentem gravelowego stylu. Poprzez taką czapeczką można wyrazić siebie lub założyć odpowiednią, taką która aktualnie pasuje do nastroju i pogody. Wystarczyłaby mi chyba jedna – różowa w białe jednorożce. Ponieważ na rowerze zawsze czuję się świetnie i jest ładna pogoda. Lecz nie mam czapeczki. Poza tym mam wrażenie, że moja głowa jakoś dziwnie wygląda w takim kasku. Może dlatego, że jestem przyzwyczajona do stylu MTB, w którym daszek jest na kasku. Trudno. Wychodzę, będzie to gravelowy strój casualowy.

devote

Dzień zapowiada się idealnie. Na niebie kilka białych chmur i pełne słońce, słaby wiatr z zachodu nie będzie przeszkadzał w jeździe. Już nie mogę się doczekać. Strasznie mnie ciekawi jak będzie się jechać. Całe swoje życie jeżdżę na MTB, jedyny inny rower z jakim miałam styczność, to rower miejski.

devote

Waga

Ściągam Devotkę z uchwytu, który zamontowałam sobie w domu. Wiąże się to z uniesiemniem roweru w górę. W porównaniu do MTB rower jest lekki, producent podaje wartości 10,6 kg, więc nie trzeba się zbytnio wysilać żeby wsadzić rower do samochodu czy na dachowy bagażnik rowerowy. Szczerze mówiąc nie zważyłam go dokładnie.

Wygląd

Jak to z rowerami Liv bywa. Są one po prostu ładne. Kiedy wejdziesz na stronę internetową Liv, nie znajdziesz brzydkiego roweru. Rama Liv Devote jest soczyście niebieska a lakier błyszczący, przez co wygląda jak idealnie wypolerowany.

devote

Boczny napis Liv nie jest krzykliwy, ani zbyt duży, odznacza się jasno miętowym kolorem.

devote

To samo tyczy się napisu Devote, usytuowany jest w górnej części ramy.

devote

Na rurze podsiodłowej jest ledwo zauważalna grafika o ton ciemniejsza od całej ramy – słoneczko chowające się za górami. Wygląda jak z filmu rysunkowego. Bardzo mi się podoba ten akcent.

devote

Rama

Rama wykonana jest z lekkiego aluminium klasy Aluxx, co podobno „gwarantuje niezwykle korzystną relację wytrzymałości do wagi.” Natomiast jedynym karbonowym elementem jest widelec. Na ramie jak i widelcu są miejsca specjalnie przeznaczone do zamocowania sakw i trzech koszyków na bidon.

devote

Rozmiar

Testowany przeze mnie rower jest w rozmiarze M. I w tym wypadku jest to strzał w dziesiątkę. Mam 166 cm wzrostu. Więc ciężko stwierdzić, który rozmiar będzie dla mnie odpowiedni. Sugerując się tabelkami rozmiar S również powinien mi pasować, ale miałam okazję sprawdzić też eskę i była zdecydowanie za mała.

Źródło https://www.liv-cycling.com/pl

Kierownica

Wreszcie wsiadam. Przejeżdżam kilka metrów. Pierwszego odczucia nie mogę jasno określić. Jest dziwacznie. Kierownica Giant Contact XR SL D-Fuse jest dla mnie jakaś taka wąska ma zaledwie 42 cm. Choć wiem, że dla niektórych osób jest szeroka. Dla mnie to duży przeskok jeśli do tej pory jeździłam na 72 cm.

devote

To jak łapanie barana za rogi. Za którą jej część mam się trzymać. Czuję się jakbym dawno nie jeździła na rowerze, a było to zaledwie wczoraj. Jadę dalej. Na szczęście czeka mnie spory kawałek asfaltu, więc może póki co nauczę się chociaż jeździć na wprost. Po kilkunastu kilometrach czuję się coraz pewniej, nauczyłam się też skręcać w prawo. W lewo zawsze mi jakoś szybciej wychodzi.

devote

Siodełko

Ogólnie rower jest bardzo wygodny, mimo diametralnej zmiany geometrii do której jestem przyzwyczajona czuję się bardzo dobrze. Ale najlepiej czuje się mój tyłek. Siodełko Liv Approach zamocowane na sztycy Giant D-Fuse idealnie współgra z moim kościstym siedzeniem. Mam wrażenie, że jesteśmy jednością.

devote

Napęd

Po ok godzinie jazdy i przebytych 20 km pozwalam sobie sprawdzić jak szybko dam radę jechać po płaskiej nawierzchni. Zmieniam przełożenia. Napęd sprawuje się całkiem nieźle. Przerzutki Shimano Tiagra z przodu i GRX RX-400 działają szybko i sprawnie choć przydałoby się nieco wyregulować. Matko! Już zapomniałam jak to się jeździ z dwoma blatami z przodu.

devota

Z tyłu kaseta Shimano HG500, 11-34

devote

Hamulce

Rozpędzam się na tyle ile mam dziś siły w nogach. Lubię te moje płaskie okolice. Można przejechać dużo kilometrów w bardzo krótkim czasie. Rozpoczyna się dosyć długi zjazd, a raczej droga z płaskiej staje się nieco nachylona w dół. Wiatr świszczy w kasku, jadę coraz szybciej i szybciej. Na wiejskich drogach całe szczęście nie jeździ zbyt wiele samochodów. Mogę się więc skupić na tzw. new bike day. Skrzyżowanie za jakieś 50 m. Za moje perfekcyjne wyhamowanie tuż przed znakiem STOP, stoją hydrauliczne hamulce Shimano GRX RX-400 oraz tarcze Giant MPH 160mm.

Koła

Wjeżdżam do lasu. Po leśnej ubitej drodze jadę pewnie i szybko. Obręcze w Liv Devote 1 są aluminiowe Giant S-X2 Disc.

devote

Natomiast bezdętkowe opony Giant CrossCut AT 2 posiadają bieżnik zoptymalizowany do jazdy w 50% po szosie i w 50% do dróg gruntowych. W lesie jest dziś dość mokro po ostatnich deszczach zostało mnóstwo niewyschniętych kałuż. Przejeżdżam je bez zastanowienia. Rower już nie jest taki czysty jak na samym początku.

devote

Jazda w terenie

Las dziś pięknie pachnie sosną i wilgotnym mchem, ale nawierzchnia z idealne ubitej przeobraża się w piasek. Na MTB przejeżdżam tędy bez wahania, lecz teraz mam wątpliwości. Zwalniam odrobinę, wjeżdżam w piaszczystą drogę. Nie jedzie się łatwo, koła zakopują się głęboko w piasek uniemożliwiając mi dalszą jazdę. A co mi tam. Przespaceruję się trochę. Odbijam w prawo w singla aby ominąć dalszą część leśnej sahary, lecz tu masa korzeni. Przejeżdżam bez problemu lecz brak jakiejkolwiek amortyzacji daje się we znaki moim nadgarstkom.

devote

Szutry

Cieszę się że wyjeżdżam z lasu. Odpocznę trochę na asfalcie nieskalanym piaskiem ani korzeniami. Dalsza część trasy, to idealne szutry, które w słońcu mają kolor srebra, a czasami złota. Drobne kamyczki znajdują się tylko na środku drogi. Mknę na przód, a uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Tak można jeździć pomyślałam. Lecz po kilku kilometrach droga znów nie jest łatwa. Tym razem gruby tłuczeń, ten po którym źle się chodzi, a co dopiero jeździ rowerem. Gravel ewidentnie nie lubi takiej nawierzchni. Na tym odcinku dosłownie walczę o przeżycie, jazda w żaden sposób nie daje żadnej przyjemności. Dawno mnie tak nie wytrzęsło.

devote

Teraz już patrzę inaczej na harpaganów startujących w górskich ultra maratonach – szacunek i podziw. Rozumiem, że większość tych osób posiada karbonowe wersje, które podobno lepiej tłumią wszelkie drgania, ale i tak z pewnością nie jest mięciutko jak z porządnym zawieszeniem.

devote

Osobiście na gravelu przejechałam grubo ponad 1000 km był to fantastyczny rowerowy czas, aczkolwiek czasami męczący, a to za sprawą kamieni i korzeni, po których jazda nie sprawiała mi przyjemności. Najdłuższy dystans, to ok 130 km, wybrałam się na lody do Krakowa. Muszę przyznać, że zmęczenie nie było jakieś wielkie. Zdecydowanie można na tym rowerze pokonywać długie trasy o ile nawierzchnia jest w miarę równa, a siodełko wygodne. Jak nazwa wskazuje gravel jest rowerem do jazdy po szutrach i to właśnie na nich najlepiej się czuje jadąc na Devotce. Górskie szlaki zostawiam dla roweru górskiego.

Liv Devote 1 jest rowerem średniej klasy i szczerze mogę polecić go na rozpoczęcie swojej gravelowej przygody. Osobiście mogłabym go mieć na sporadyczne jazdy „szybko po robocie.” Na teren w którym mieszkam jest idealny, dużo tu ładnych dróg leśnych i ścieżek rowerowych. Mimo tego, że mknąc z dużą prędkością po leśnych drogach uśmiech nie schodził mi z twarzy, to nie zaiskrzyło między nami, tak żebym się „zakochała”. Lecz nie mówię gravelowi NIE. Muszę spróbować jeszcze na karbonowej wersji.

W moim sercu są grube opony, pełne zawieszenie, szeroka kierownica, a w żyłach płynie ognista krew MTB.

Dokładną specyfikację Liv Devote 1 przeczytasz tu –> Liv Polska

3 thoughts on “Liv Devote 1

  1. W zeszłym roku, po prawie ćwierćwiekowej przerwie, zacząłem jeździć na szosie. Nigdy wcześniej nie brałem pod uwagę szprychówy, wydawało mi się, że to nie dla mnie po prostu, ale że mój brat znudził się swoim rowerem to żal było nie spróbować.
    W międzyczasie zacząłem nadrabiać swoją niewiedzę na temat bajków, trochę tych rewolucji jednak przespałem. I „odkryłem” gravela. Podekscytowany chwaloną wszechstronnością tej konstrukcji przymierzałem się zakupu, wertując przy okazji pół internetu ofert. Płaski Wrocław z mnóstwem asfaltowych ścieżek w mieście i tych szutrowych na wałach, wydawał się być idealny do jazdy czymś takim. Gdy w końcu, we wrocławskiej manufakturze znalazłem obiekt pożądania, coś mnie tknęło. Czy aby na pewno będzie tak kolorowo jak to sobie wyobrażałem? Postanowiłem, że przezimuję z tym pomysłem.
    Na wiosnę temat znów był na tapecie, tym razem z myślą: a może jednak MTB?
    Pochodzę z mocno pofałdowanego terenu i zawsze gdzieś z tyłu głowy miałem, że góral tylko w góry. Jednak z jakiegoś powodu sporo ludzi tu na nim śmiga, poza tym współczesne 29 calówki to zupełnie inne maszyny niż te za „moich czasów”. Analiza kilku terabajtów danych wyłoniła w końcu zwycięzcę, a jest nim Trail (kolejna nowość jak dla mnie).
    Na gravelu przejechałem się może z dwa razy, mimo to będę pewnym siebie mówiąc, że scieżkowiec jest moim zdaniem bardziej uniwersalny. Co prawda na drodze szybszy nie będzie ale za to niestraszne mu korzenie czy inne głazy. Wygodna pozycja i oczywiste zalety zawieszenia + grubych opon wręcz zachęcają do długich wycieczek po niemal każdej nawierzchni.
    Morał z tego taki, że wybór roweru musi być świadomy i dobrze przemyślany. Szczególnie po tak długiej przerwie jak u mnie. Dzięki temu możemy uniknąć pójścia za modą i z czasem nawet żałować. Ja żałowałbym raczej na pewno.

    1. W pełni się zgadzam. Wybieranie tego co akurat modne, do słaby kierunek. Trzeba robić to co się lubi. Ja wiem, że szosa nie jest dla mnie. Zwyczajnie źle się czuję na takim rowerze.
      Pozdrawiam, udanych jazd:)

      1. Dziękuję i wzajemnie.
        Po niemal 1000 przejechanych kilometrów wiem, że to był dobry wybór. Rower na codzień do pracy i weekendowe wypady.
        W planach (na razie odległych, ciężko o odpowiednią ramę) coś o podobnej geometrii ale na pasku i z biegową piastą.
        Póki co, cieszę się jazdą.
        Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.