Nie taki Beskid Mały

Posted on
osoba na rowerze patrzy na góry

Plan

Beskid Mały już od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie. Bardzo rzadko bywam w tych rejonach, dlatego w końcu przyszedł czas, aby znów zawitać. Plan na trasę zrobiłam wcześniej, ale jak to ja, rzadko się go trzymam w 100 procentach. Czasami po drodze są niespodzianki i trzeba plan zaktualizować w trakcie jego realizacji.

zapora wodna w porąbce

Borsuka zaparkowałam w Porąbce. Uznałam, że to będzie najbardziej optymalne miejsce do realizacji trasy. Pogoda była obłędna, zapowiadał się wspaniały dzień.

widok na góry

Startujemy

Z Centrum Porąbki ruszyłam w kierunku zapory w Międzybrodziu Bialskim – zielonym szlakiem. Niedawno odwiedziłam to miejsce przy okazji wizyty na Magurce. Po minięciu zapory wskoczyłam na czerwony szlak na Górę Żar. Oczywiście po drodze foty kwiatków. Jak wspominałam ostatnio nie jestem botanikiem i nie znam się na kwiatach. Dlatego nazwa tych kwiatów to – „niebieskie kwiatki”.

niebieskie kwiatki

Czerwony szlak na początku zapowiadał się całkiem nieźle. Na późniejszym etapie było trochę wypychu, ale nie było to nazbyt uciążliwe, w końcu dzień się dopiero zaczął, a taki wypych to nie wypych.

leśna ścieżka w gorach

Wiadomo mogłam jechać asfaltem, ale tędy jeszcze nie jechałam. Poza tym dziś chciałam trochę zapoznać się z Małym Szlakiem Beskidzkim.
Po drodze już robi się widokowo, lecz trochę krajobraz zaburzają cywilizacyjne, biało-czerwone ozdoby.

szlak na górę żar

Końcówkę udało się już dojechać w siodełku. Na szczyt można dostać się też kolejką torową, ale po pierwsze: panuje światowa pandemia i takie miejsca nie są czynne, po drugie: jak pisałam wyżej, chciałam zapoznać się z czerwonym szlakiem.

Góra Żar

Na szczycie prócz letnich atrakcji znajduje się jedyna w Polsce elektrownia podziemna – szczytowo – pompowa. Miałam kiedyś okazję ją zwiedzić. Polecam – jak już będzie można. Ale najbardziej interesującą atrakcją tejże góry jest oczywiście Bike Park, który mam zamiar wkrótce odwiedzić.

góra żar stacja

Widok z Góry Żar jest dość imponujący, m.in. na Jezioro Żywieckie, Międzybrodzkie, oraz popularną w Beskidzie Małym Magurkę Wilkowicką i Chrobaczą Łąkę, dziś widoczność nie była na wysokim poziomie. Co nie znaczy, że szczęka nie opadła mi niekontrolowanie w dół.

panorama z góry żar

Z Góry Żar pojechałam czerwono – zielonym szlakiem. Początkowo asfaltem w dół, później przyjemną leśną ścieżką. Na przełęczy Isepnickiej kontynuowałam kolor czerwony.

drogowskaz w górach

Aż trudno było mi uwierzyć, że tak długo nie było żadnego wypychu. Szlak idealny.

leśna groga z rowerem

Pół chatki z kamienia

Po drodze minęłam Ruiny „Szałasu Kamiennego”. Coś kiedyś słyszałam, że dawniej te układanki z kamieni służyły jako schronienie dla pasterzy i zwierząt na wypadek złej pogody.

drogowskaz czerwony

Takie kamienne szałasy były charakterystyczne dla krajobrazu Beskidu Małego. Lecz teraz zostało ich bardzo niewiele i raczej mają mało wspólnego z szałasem, za to z ruinami wiele.

ruiny szałasu

Samotność

Jak na tak fantastyczną pogodę od momentu opuszczenia Góry Żar nie spotkałam nikogo. Ale jakoś tak nie tęskno mi za przedstawicielami mojego gatunku. Często ludzie pytają mnie dlaczego sama? Czy się nie boję? Itd. Taką mam duszę podróżnika. Nie mam problemu spakowania się i z dnia na dzień ruszenia gdzieś w nieznane…

Sama spędzam wakacje i większość wyjazdów „pomiędzy”. Czuję się wtedy jak odkrywca. W samotności bardzo wiele można przemyśleć. Samotność uczy pokory, szacunku do samego siebie, do innych i do całego „świata”. W samotności zmienia się punkt widzenia na wiele spraw. Dla mnie jest także lekarstwem, medytacją i spokojem umysłu. Nie rozumieją tego osoby, które boją się stanąć oko w oko z samym sobą. Poza tym poznaję w ten sposób mnóstwo fantastycznych ludzi których pewnie bym inaczej nie spotkała.

osoba na rowerze w lesie

Na Potrójną

W drodze na Potrójną jest bardzo widokowo. Babia Góra po prawej towarzyszy mi nieustannie. Znalazłam idealnie miejsce na szybki piknik – osłonięte od wiatru na miękkiej trawie z widokiem na ośnieżone szczyty. W sam raz na moją zieloną mieszankę mocy.

osoba trzymająca butelkę w tle góry

Po drodze przejeżdżam przez Kocierz.

drogowskaz w górach 2

Minęłam kilka pokaźnych kałuż w kolorze przypominającym bardziej mój koktajl niż wodę. Nie pamiętam, żeby było tak sucho w lesie. Las po prostu woła o wodę.

leśna droga z kałużami

Dojechałam do Zajazdu Nad Kocierską. Przypuszczam, że w normalnych okolicznościach to miejsce tętni życiem. Teraz wygląda jakby ktoś nacisnął stop. Opustoszałe, wymarłe, czekające na lepsze jutro.

wracajcie zaś

Potrójna

Dlaczego Potrójna? Dawniej szczyt ten nazywany był Czarnym Groniem. Natomiast nazwa – Potrójna jest wynikiem pomyłki austriackich kartografów z lat 80 tych XIX wieku i tak już zostało. Mianem Potrójna nazywane jest też osiedle znajdujące się u podnóża góry.

rower oparty o drogowskaz

Tutaj już spotkałam kilka osób. Sielankowy widok trochę mnie rozmiękczył.

widok na góry z potrójnej

W moim odczuciu, drewniane chatki bardziej wpisują się w górski krajobraz niż wspomniane wyżej kamienne.

widok z potrójnej

Update

Uznałam, że to jest dobry moment na trochę dłuższą przerwę. W końcu nigdzie mi się nie spieszy. I właśnie w takich momentach przychodzą mi do głowy różne pomysły. Między innymi update na trasę. Leniwie spojrzałam na zegarek – 13.56. Później na mapę. Pora młoda, pogoda piękna, a góry nieskończone, więc dlaczego by nie pojechać jeszcze dalej.

osoba leżąca na trawie oparta o rower

I pojechałam … Kontynuowałam czerwony szlak. Przez przez Rezerwat Przyrody Madohora.

leśna ścieżka

Po drodze można zobaczyć ciekawie wyglądające wychodnie skalne z piaskowców. Drzewa wyrastające jakby ze skały trochę przypominały mi te w Angkor Wat.

osoba stojąca na skale

Obszar ten objęty jest również Ochroną Przyrody Natura 2000.

opona rowerowa na tle lasu

Na niebie zaczęły pojawiać się chmury, trochę zwiastujące deszcz, ale wg prognoz powinnam wyjść z tego na sucho.

leśna droga

Na trasie nie zabrakło również przeszkód w postaci powalonych drzew, przez które rower raczej trzeba przenosić.

osoba niosąca rower na plecach

Umarłe pnie i zbierające się chmury dodawały dramaturgii tej pięknej scenerii.

gałąź na tle nieba

Były również miejsca do złapania super flow. Mój rower odżywa na takich trasach i chętnie ze mną współpracuje, taranując każdy kamień.

kamienista droga

Leskowiec

Jak już się penie niektórzy domyślili. Kolejnym punktem jest Leskowiec. Trasa w dalszym ciągu nie odpuszcza w karmieniu mnie widokami.

osoba stoi na skale

Szlak jest jak obraz, z nieskalanymi ścieżkami, ciągnącymi się w towarzystwie starych Buków.

leśna droga

Z odprężonym umysłem dotarłam na Leskowiec. Niestety tutaj był ten moment, kiedy już wypadało obrać kierunek powrotny. Na Leskowcu jest wiata w której można, się przekimać. Uwielbiam takie miejsca, są niczym hotel wielogwiazdkowy.

chatka

Diablak jakby zrobił się bardziej w zasięgu, większy i jeszcze intensywniej ośnieżony.

widok z leskowca

Jeszcze kawałek jechałam czerwonym szlakiem.

leskowiec drogowskaz

Na Przełęczy Miodowicza, tuż przed schroniskiem Leskowiec, odbiłam w lewo.

schronisko leskowiec

Zmieniając barwę na czarną.

leśna ścieżka czarny szlak

Czarny szlak to intrygujący singiel z zakorzenionymi kamieniami, otoczony Bukami – chyba to moje ulubione drzewa.

stare buki

Pogoda zaczęła się poprawiać, słońce znów wyszło zza chmur. Na szlaku są momenty gdzie jedzie się po grzędzie, po lewej jest dosyć duże urwisko.

osoba na rowerze patrzy na góry

Do lasu niedaleko

Czarny szlak zaprowadził mnie do cywilizacji. Miejscowość Rzyki przywitała mnie wiatrem w pysk. Trochę jazdy asfaltem mi nie zaszkodziło. Ale na szczęście do lasu było już niedaleko.

graffiti

Ostatnio poruszałam temat moich skarpetek. Właśnie to są te w jednorożce – na specjalne okazje.

skarpety w jednorożce

Wypych nad wypychy

W lesie już urokliwa ścieżka, wiadomo – w górę. Bardzo przyjemnie się jechało do pewnego momentu.

ścieżka w lesie

Kawałek dalej zaczął się mega wypych. Chyba najdłuższy od…nie pamiętam kiedy. Muszę się pochwalić, że byłam bardzo dzielna. Doszłam do wniosku, że właśnie takie szlaki kształtują charakter. Nie odpuściłam. Oczywiście były momenty gdzie można było jechać, ale bardzo mało.

osoba prowadząca rower pod górę

Po drodze Chata Gołębiówka. Kolejne miejsce dzisiejszego dnia wyglądające jak wymarłe, ale z ładnym widokiem.

panorama górska

Taka sceneria wygląda trochę przerażająco. Do tego ten dźwięk skrzypiącej huśtawki poruszanej delikatnie przez wiatr.

plac zabaw

Wypych mnie trochę zmęczył dlatego Pod Potrójną musiałam odpocząć. To drzewo, aż zachęcało do chwilowej kontemplacji.

powalone drzewo

Słońce zaczynało być już na wysokości wczesnego zachodu. Widoki wtedy są najlepsze.

widok na góry

Złota Górka po zachodzie

Ostatni raz dziś zmieniłam kolor szlaku, tym razem na żółty. Plan był taki, aby dojechać na Złotą Górkę i stamtąd zobaczyć zachód słońca, który zapowiadał się obłędny.

panorama górska o zachodzie słońca

Jak tu się nie zatrzymywać ciągle, kiedy takie widoki. Strasznie nie chciało mi się wracać. Ale nie byłam zbytnio przygotowana na nocleg w krzaczorach.

osoba na rowerze patrzy na góry

Żółty szlak do Targanic okazał się być przyjemny bez czynników, które mogłyby mi utrudnić zjazd. Na Jawornicy minęłam krzyż upamiętniający śmierć 4 narciarzy andrychowskiego Klubu Sportowego „Beskid”, którzy zginęli tragicznie na Babiej Górze w nocy z 14 na 15 lutego 1935.

leśna droga

Powoli robiło się już szaro i buro. Zaczynałam wątpić, że plan zobaczenia zachodu słońca na Złotej Górce, może zostać niezrealizowany.

kamienista droga w lesie

Chyba robię po drodze za dużo zdjęć.

drzewa

Powoli zaczęło też do mnie dochodzić, że raczej znów w ciemnościach dotrę do samochodu.

zachód słońca za drzewami

Byłam już blisko Złotej Górki, niebo przybrało odcienie błękitu, różu i pomarańczy, a ja byłam dalej w lesie. Na Szczyt dotarłam tuż po zachodzie.

drzewa na tle nieba

W stronę światła do Cygańskiego Miasta

Dodatkowo padł mi telefon, ale na szczęście był jeszcze drugi. Zabrakło mi kilku minut. ale pozachodowy widok również był urzekający.

zachód słońca w górach

Pojawił się drobny problem. Mianowicie oświetlenie w rowerze, a raczej jego brak. To już nie pierwsza bezświetlna wycieczka, więc nie robi to na mnie wrażenia. Oczywiście, że brałam pod uwagę taki stan rzeczy, kiedy wylegując się na Potrójnej zrobiłam aktualizację trasy.

drzewa na tle niba

Znalazłam zaznaczoną na mapie drogę, zaryzykowałam, pojechałam i się zaczęło… Przeszkody w postaci ściętych drzew, wcale nie ułatwiały zjazdu. Przeszło mi przez myśl, aby się wrócić i pojechać inaczej, ale nie było sensu. Kiedy już z rowerem na plecach przedarłam się przez konary, w oddali między drzewami widziałam już światła domów Cygańskiego Miasta (taka nazwa widniała na mapie).

las po zmroku

Ostatni odcinek jechałam w totalnej ciemności, w stronę światła. Nie mam żadnych lęków w takich sytuacjach, nie boję się ciemności, ani zwierząt – ludzie są niebezpieczni. Poza tym liczę, że zawsze mi się jakoś uda. Traktuję to jak przygodę, którą kiedyś z uśmiechem będę wspominać. A odrobinę dreszczyku emocji w życiu nie zaszkodzi.

ciemność

The end

Do Porąbki dojechałam już asfaltem, z kilkoma podjazdami po drodze. W nogach 67 km z 2560 metrami przewyższeń. To był naprawdę dobry dzień.

drogowskaz porąbka

Mapa

„…wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie,a przynajmniej to, że większość granic i lęków, to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność…” 

Jacek Teler

3 Replies to “Nie taki Beskid Mały”

  1. Fajna wycieczka i fajna z Ciebie Kasia, gdzie znajdę taką Kasię na takie wycieczki rowerowe :)?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *