Pełnia Żniwiarzy w piątek trzynastego

Właśnie dziś jest bardzo rzadka okazja na podziwianie wyjątkowej pełni Księżyca. Nazywa się ją Pełnią Żniwiarzy, Pełnia Księżyca Plonów lub też Kukurydziany Księżyc. Dlaczego taka nazwa? „Pełnia Żniwiarzy” pierwsze co przychodzi mi na myśl to noc wampirów, czy wilkołaków, ale na szczęście tak nie jest. Nazwa wywodzi się jeszcze z kultury starożytnych Egipcjan. Wrześniowa pełnia była oznaką nadchodzącej pory deszczowej, a wyjątkowo jasne światło Księżyca umożliwiało żniwiarzom zbieranie plonów po zmierzchu. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć to piękne zjawisko w pięknym miejscu w doborowym towarzystwie. Mojego ostatniego razu kiedy takowa pełnia była, w 2000 roku niestety nie pamiętam, a kolejna będzie dopiero za 30 lat, a kto wie gdzie ja wtedy będę.

Księrzyc przysłonięty chmurami odbija się w tafli jeziora

Wybrałam się z przyjaciółmi na popołudniowy „trening” w najbliższe okolice na terenie Nadleśnictwa Kobiór. Z Łazisk Średnich ruszyliśmy w kierunku Gostyni. Najpierw okolicznymi drogami osiedlowymi później już leśną mało uczęszczaną przez rowerzystów drogą w kierunku Kobióra.

Leśna droga dwoje rowerzystów w oddali

Uwielbiam te lasy i często tutaj wracam, mają w sobie taką dzikość i tajemniczość. Zasadniczą część Nadleśnictwa stanowią Lasy Pszczyńskie, dzielone na Lasy Kobiórskie (część zachodnia) i Lasy Pszczyńskie (część wschodnia, dawniej Dolne Lasy Pszczyńskie). Obszar Nadleśnictwa położony jest na południe od przemysłowego centrum województwa śląskiego.W zasięgu terytorialnym nadleśnictwa znajdują się m.in. miasta Tychy, Mikołów i Pszczyna, a najbardziej na północ wysunięte kompleksy leśne Nadleśnictwa oddalone są o ok. 10 km od centrum Rudy Śląskiej i ok. 12 km od centrum Katowic.

Trzy uśmiechnięte osoby selfie

Po wyjeździe z napotkanego po drodze bagna wjechaliśmy na niebieski szlak rowerowy prowadzący obok zbiorników retencyjnych Doliny Trzech Stawów w Kobiórze przy ulicy Leśników. Za zbiornikami skręciliśmy w prawo następnie w lewo na mostek pod torami kolejowymi i znów w lewo na ulicę Żelazną. Naszym dzisiejszym celem było Tyskie jezioro Paprocany, na które dojechaliśmy leśnym, żółtym szlakiem rowerowym.

dwie dziewczyny na leśnej ścieżce na rowerach

Na miejsce dotarliśmy jeszcze przed zachodem słońca, także mieliśmy trochę czasu na zrobienie kilku głupkowatych zdjęć na pomoście i spokojne dojechanie na „piwny przystanek”.

Dwie osoby na pomoście nad jeziorem paprocany

Niestety czuć już jesień w powietrzu. Pijąc piwo przy zachodzie słońca, z każdą minutą czuć na skórze chłód jesiennego oddechu. Podziwialiśmy wschodzący Księżyc Żniwiarzy odbijający się w tafli jeziora.

Zachód słońca nad jeziorem

Nic dodać nic ująć. Wkrótce skończyliśmy pić piwko, słońce już zaszło, a na niebie ukazał się w całej swej majestatyczności Księżyc. Niestety mimo wzmożonego blasku w lesie i tak było ciemno. Na szczęście ktoś kiedyś wymyślił lampkę do roweru. Kiedy ruszaliśmy znad jeziora było już zimno, ale na szczęście nie trwało to długo, bo narzuciliśmy odpowiednie rozgrzewające tępo.

rowerzysta w lesie nocą
Pełnia księżyca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.