Porębski Groń i Trzonka – zachód słońca w Beskidzie Małym

Beskid Mały

Jak nazwa wskazuje jest jednym z najmniejszych powierzchniowo pasm górskich w Polsce. Jeżeli chodzi szczyty, również nie są wybitnie wysokie. Najwyższym jest Czupel, wyłaniający się ponad poziom morza o 930 metrów. Przez Beskid Mały przebiega Mały Szlak Beskidzki oznaczony kolorem czerwonym.

trzonka

Mimo, że zwiedziłam praktycznie cały, to Beskid Mały ma jednak w sobie coś, co mnie przyciąga. Raz na jakiś czas muszę tam pojechać. Uznałam, że pierwszy dzień Nowego Roku jest świetną ku temu okazją. Jako że moja impreza sylwestrowa spoczęła na oglądaniu Netflixa i zajadaniu sernika, poranna pobudka nie przysporzyła zbyt wielu trudności.

Obszar Beskidu Małego

Od zachodu graniczy z Beskidem Śląskim, od północy z Pogórzem Śląskim i Wielickim, na wschodzie z Beskidem Makowskim, natomiast od południa z Kotliną Żywiecką.

Przebieg trasy: Międzybrodzie Bialskie – Kocierz – Porębski Groń – Trzonka – Porąbka – Międzybrodzie Bialskie

Mapa

Międzybrodzie Bialskie

Trasę rozpoczynam w Międzybrodziu Bialskim. Kiedy spojrzysz na mapę, Międzybrodzie jest takim okiem Saurona pośród rowerowych klasyków Beskidu Małego. Mam tutaj na myśli Przegibek, Gaiki, Magurkę Wilkowicką, czy Górę Żar. Dlatego to świetna baza wypadowa na rozpoczęcie dobrego górskiego dnia.

Samochód klasyczne zostawiam na kościelnym parkingu, na bardzo oczywiście brzmiącej ulicy Kościelnej.

trzonka

Początkowo jadę asfaltem, wzdłuż Jeziora Międzybrodzkiego. Jest zimno, więc asfaltowa rozgrzewka w promieniach porannego słońca jest jak najbardziej wskazana. W pełni rozgrzana docieram do żółtego szlaku, który początkowo jest szeroką szutrówką, lecz za kilkadziesiąt metrów zaczyna ostro piąć się w górę.

trzonka

Jest pusto i cicho. Nie słychać, ptaków ani szumu drzew. Jestem tylko ja i szelest powyginanych liści, które rozgniatam oponą na pył.

trzonka

Wkrótce wjeżdżam na szeroki trawers obfitujący w widoki na Beskid Mały oraz Śląski.

trzonka

Las Czarnoci 605 m n.p.m.

Na skrzyżowaniu Las Czarnoci do żółtego szlaku dołącza niebieski.

trzonka

Szlakiem w kolorze flagi Ukrainy jadę aż do skrzyżowania Pod Kościelcem. W cieniu minusowa temperatura jest znacząco odczuwalna.

trzonka

Nachylenie zrobiło się na tyle duże, że nawet Dziki Piorun nie był sobie w stanie poradzić. Po wyjściu z lasu nie odwracałam się, więc nie wiedziałam co za chwilę zobaczę za plecami.

trzonka

Widok niezmiernie piękny. Morze mgieł unoszące się w dolinach, stworzyło nietuzinkowy, rzadko spotykany krajobraz. Jakie to szczęście, że znalazłam się właśnie tu, w tym czasie i w tej przestrzeni. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że warto trochę wcześniej zwlec tyłek z łóżka i wyjść na mróz.

trzonka

Robię przerwę na herbatę. Trudno by było minąć tak po prostu, bezpowrotnie widok, który powala na kolana.

Kościelec Mały 795 m n.p.m

Na skrzyżowaniu Pod Małym Kościelcem, żółty szlak odłącza się w kierunku Starego Gronia. Natomiast ja zostaję z niebieskim, aż do jego końca. Kościelec Mały właściwie nie jest odrębnym szczytem, lecz tylko załamaniem grzbietu Jaworzyny. Ale skoro jest tabliczka z wysokością i nazwą, przyjmijmy, że jest to szczyt, aczkolwiek bardzo ubogi w jakiekolwiek przestrzenne widoki.

trzonka

Dalsza część niebieskiego szlaku jest zmrożona cienką warstwą lodu. Na szczęście biała połać jest na tyle cienka, że jadąc nawet na oponach Rekon Race nie traci się przyczepności.

trzonka

Jaworzyna 861 m.n.p.m

Niebawem docieram na Jaworzynę. Prócz tabliczki i krzyża na srebrzystym buku niczego tutaj nie ma, z widokami również ubogo.

trzonka

Krajobraz zmienia się na bardziej zimowy. Tutaj wbrew pozorom również nie jest ślisko. Zarówno trawy i ścieżka jakby zmrożone ciekłym azotem, śnieg jest sypki jak piasek.

trzonka

Jednak głębsze dziury wypełnione są lodem, który powoduje lekkie poślizgi. Lepiej uważać na takich drogach, są podstępne. Niby wszystko bezpiecznie i stabilnie, aż tu nagle pojawia się niespodzianka i leżysz.

trzonka

Zdradliwy odcinek jednak wkrótce się kończy i znów mogę puścić nieco wodze fantazji.

trzonka

Rezerwat przyrody Szeroka

Dalsza część niebieskiego szlaku biegnie przez Rezerwat przyrody Szeroka, objęty ochroną ścisłą. Znajduje się on dokładnie na wschodnich stokach Wielkiej Cisowej Grapy, która jest moim kolejnym punktem.

trzonka

Na obszarze rezerwatu zdecydowanie królują moje ulubione drzewa – BUKI, lecz gdzieś pomiędzy można dostrzec także jodły i jawory.

trzonka

Kolejny etap szlaku wzbogacony jest o zamarznięte kałuże o kosmicznych wzorach orbit ciał niebieskich.

trzonka

Wielka Cisowa Grapa 853 m n.p.m.

Docieram na Wielką Cisową Grapę. Zmieniam kolor szlaku na czerwony.

trzonka

Czerwony szlak na Kocierz, można powiedzieć, że przebiega w miarę płasko, na szczęście, bo podjazd po tej konsystencji śniegu byłby raczej niemożliwy.

trzonka

Tak to już jest z jazdą po śniegu. Czasem ułatwia, a czasem utrudnia. Lecz nie zmienia to faktu, że czuję się jak królewna śnieżka, a ten biały dywan z miliardem brylantów mieniących się w słońcu, został specjalnie rozwinięty na mój przyjazd.

trzonka

W miejscach gdzie opiera się słońce trzeba bardziej uważać i skupiać się na jeździe.

trzonka

Widoki rekompensują trud, lecz lepiej się zatrzymać, bo o zaliczenie gleby wcale nie jest trudno.

trzonka

Nadszedł moment wypychu po płaskim. Tutaj niestety nie było możliwości ujechania nawet metra. Łyżwy zdecydowanie bardziej zdałyby egzamin.

trzonka

Kocierz 879 m n.p.m.

Kocierz przywitał mnie ładnymi widokami na Żywiecczyznę zanurzoną pod białymi obłokami, co prawda pewnie za kilka lat drzewa zasłonią wszystko, a Kocierz dołączy do wcześniej mijanych szczytów bez widoków.

trzonka

Zjazd z Kocierza na szczęście należy do tych mniej śliskich odcinków, więc swobodnie można przejechać, oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku i rozwagi. Tak mówię to ja – skrajnie nieodpowiedzialna, ale tylko czasami.

trzonka

Pamiętam to miejsce z zeszłego roku, panowała susza, natomiast tutaj i tak było bagno. To ten rodzaj kałuż, które nigdy nie wysychają. Nie wygląda to najlepiej, ale udaje się przejechać suchą i czystą oponą. Jak dobrze, że jest mróz! Po drodze przejeżdżam jeszcze przez szczyt Beskid 759 mn.p.m.

trzonka

Przełęcz Kocierska (zajazd) 753 m n.p.m.

Za chwilę jestem na Przełęczy Kocierskiej. Można tutaj dojechać samochodem, ponieważ tuż obok przebiega droga wojewódzka z Andrychowa do Żywca. Do tego jest spora knajpa, park linowy i bardzo oblodzony parking.

Jednak najlepszą atrakcją tego punktu jest zjazd zielonym szlakiem aż do przełęczy Beskid Targanicki. Po prostu sztos.

trzonka

Zielony szlak z Przełęczy Kocierskiej, jest zdecydowanie moim ulubionym w tej okolicy. Nie dość, że wypada całkiem nieźle widokowo, biegnie wśród srebrzystych buków, a do tego można się nieźle rozpędzić, zostawiając za sobą tylko kurz i liście wyrzucone przez opony.

trzonka

Zdecydowanie POLECAM, szczególnie o złotej godzinie, wtedy jest najpiękniej. Słońce coraz niżej, dlatego muszę się pośpieszyć, bo zaplanowałam zachód słońca w najpiękniejszym miejscu Beskidu Małego (oczywiście jest to tylko moja opinia). Dlatego wykorzystuję energię schowaną gdzieś na później, na ostatni podjazd – Porębski Groń.

trzonka

Wschody i zachody

Uwielbiam wczesne poranki, tą powoli nastającą jasność w sypialni, zapach kawy i wzmożony świergot ptaków na widok pierwszych promieni słońca. Wiesz, że nigdy nie byłam na wschodzie słońca w górach. Mimo, że bywam bardzo często w otoczeniu pagórków i słońce jest dla mnie czymś wyjątkowym, nie miałam po prostu potrzeby. Nie wiem czy kiedyś takowa zajdzie.

trzonka

Jak mówiłam, nie mam problemu ze wstawaniem wczesnym rankiem, ale ktoś powiedział mi kiedyś, że na wschód trzeba wstać jeszcze wcześniej, a na zachód wystarczy poczekać. Ze względu na mój wysoki stopień cierpliwości, zdecydowanie wolę drugą opcję.

trzonka

Porębski Groń 743 m n.p.m.

To właśnie TUTAJ jest to miejsce Beskidu Małego, gdzie można zobaczyć najpiękniejszy zachód słońca. Refleksy słońca padają na wierzchołki, a na niebie tworzy się zorza zachodu, w kolorach najcennijszych kamieni szlachetnych.

Pamiętam kiedy pierwszy raz widziałam zachód w górach. To tkliwe i ekscytujące jak zjedzenie pierwszej w życiu kostki czekolady. Przypomina mi się ta reklama werterls oryginal ” pamiętam kiedy dostałem pierwszy cukierek od mojego dziadka…”

trzonka

Są takie krajobrazy, które ciężko opisać słowami. Nie oddadzą ich fotografie, ani obrazy na płótnie, bo całokształtem tej chwili są tylko emocje i odczucia, które są tylko nasze, jedyne i niepowtarzalne.

trzonka

Do Przełęczy Bukowskiej

Do Przełęczy Bukowskiej prowadzi bardzo fajny zjazd, ale nie mogę jechać szybko, bo ciągle moja głowa mimowolnie wykręca się w lewo w kierunku słońca.

trzonka

Na przełęczy Bukowskiej zmieniam kolor szlaku na zielony.

trzonka

Trzonka 727 m n.p.m.

Za jakieś 10 min docieram na Trzonkę i znów muszę się zatrzymać, ale tak to już ze mną jest, obojętnie czy trasa będzie miała 20 km czy 70 i tak wykorzystam na to cały dzień, co do minuty. Po drodze zawsze znajdą się miejsca, w których choć na chwilę chcę pobyć dłużej.

trzonka

Czasami trudno jest mi uwierzyć, że to nie sen, że naprawdę jestem świadkiem tak pięknych zachodów. Kiedyś myślałam, że to robota dobrych grafików, że takie barwy krajobrazu nie istnieją.

trzonka

Niechętnie odjeżdżam, bo kiedyś trzeba, do tego robi się zimniej, zimniej i zimniej.

trzonka

Nieziemskie widoki towarzyszą mi jeszcze długo.

trzonka

Palenica 572 mn.p.m.

Podobnie jak o poranku morze mgieł zalewa doliny kładąc Beskidy do głębokiego snu.

trzonka

Znów nie potrafię przejechać obojętnie. Gapię się jak wół na malowane wrota i nie mogę przestać.

trzonka

Wiem, że za chwile będzie ciemno, ale co tam. Jak już wiesz jestem jak Ghost Rider i nie boję się ciemności. Wspominałam o tym przy okazji nocnego powrotu z Mogielicy. Co jest przerażającego w samotnej nocnej jeździe po górach…? Najbardziej przeraża mnie to, że już się nie boję, a chyba powinnam. Lubię odgłosy dobiegające z lasu, które słychać tylko nocą, lubię blask księżyca, lubię tę martwą ciszę zakłócaną tylko szybszym biciem serca, lubię mróz szczypiący w policzki, śnieg trzeszczący pod oponą i niepewność, po prostu lubię noc.

trzonka

W końcu jednak przyszła pora opamiętania. Ruszam na przód, a właściwie to w dół. Zwykle mam tak, że pod osłoną nocy żaden szlak mi nie straszny, nabieram więcej umiejętności niż w rzeczywistości posiadam.

trzonka

We mgle białej jak mleko docieram do Porąbki.

trzonka

Potem pół godzinki asfaltem i już wjeżdżam na kościelny parking. W głowie biję niskie pokłony dla Beskidu Małego za gościnę i kolejny jakże DOBRY DZIEŃ.

Podsumowanie

  • Stopień trudności: trasa jak na górską, jest łatwa, ale bywają momenty o dużym nachyleniu
  • Dystans: 33,1 km w sam raz na krótki dzień
  • Przewyższenia: 1109 m up.
  • Czas:  jeśli styl jazdy nie przypomina mojego, czyli totalny slow ride, myślę że 4 godziny.
  • Oznaczenia szlaków: 10/10
  • Najlepsze miejsce widokowe: Porębski Groń, Przełęcz Bukowska
  • Najlepszy zjazd: zielony szlak z Przełęczy Kocierskiej

2 thoughts on “Porębski Groń i Trzonka – zachód słońca w Beskidzie Małym

  1. Wooow, niesamowicie ciekawa i malownicza trasa! Uwielbiam takie widoki. I też mam podobnie – za każdym razem jak zdecydowałem zebrać się z łóżka wcześniej to natura wszystko wynagradzała mi w pięknym wschodzie słońca i dzień od razu jakoś tak inaczej się zaczyna 🙂

    1. Tak, traska jest zacna. Beskid Mały ma do zaoferowania jeszcze kilka perełek:) W tym roku obiecałam sobie pojechać gdzieś w końcu na wschód słońca, pewnie będzie pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *