
Jakiś czas temu znajomi zaproponowali mi udział w rajdzie rowerowym na orientację. Nie wiedziałam czego do końca się spodziewać, ponieważ jak do tej pory brałam udział tylko w maratonach MTB. Wybraliśmy trasę 50 km – tzn. oni wybrali, bo ja tylko z nimi jechałam. Niestety wcześniej nie było wiadomo którędy będzie przebiegała trasa. Liczyliśmy na to, że trasa będzie wiodła przez nasze kochane Palowice, ale niestety, organizator zadbał o to, żeby było ciężko – Wodzisław Śląski, czyli dużo podjazdów. Na starcie każdy z nas otrzymał mapę z zaznaczonymi punktami, które musieliśmy odwiedzić na trasie, a na karcie startowej potwierdzić obecność w danym punkcie. Od samego początku pogoda nas nie rozpieszczała. Był tak silny wiatr, że momentami musiałam schodzić z roweru, bo nie dało się jechać. Dawno mnie tak nie wywiało. Po jakiś 5 km wiatr porwał mi mapę, więc gdyby nie to że byłam w grupie byłby to koniec mojego rajdu. Na szczęście po jakiś 2 godzinach wiatr się uspokoił i już nie było tak zimno. Trasa w większości przebiegała asfaltowymi drogami, na szczęście były też odcinki leśne. Zaliczyliśmy wszystkie punkty kontrolne z małymi problemami na samym początku – nie potrafiliśmy znaleźć punktu kontrolnego nr 3 i straciliśmy dużo czasu. Ale przecież liczy się dobra zabawa. Najważniejsze, że było wesoło.

Muszę przyznać, że impreza typu Adventure Race to dość ciekawe doświadczenie, ale przede wszystkim fajna przygoda we wspaniałym towarzystwie. Chętnie to kiedyś powtórzę i postaram się bardziej pilnować mapy.


