Styria – Stuhleck (1782 m)

Posted on
styria

Ruszam z Mürzzuschlag. Początek prowadzi asfaltem, spokojnie, wręcz rozgrzewkowo. Później droga zmienia się w szuter i zaczyna się to, co w górach najlepsze – każdy zakręt odkrywa nowy widok, a każdy metr w górę daje poczucie, że zostawiam codzienność coraz dalej za sobą.

styria

Na podjeździe jest sporo miejsc, gdzie widoki wyłaniają się spomiędzy drzew.

styria

Tak jak wspomniałam wyżej trasy i szlaki, są bardzo dobrze oznaczone, ale nie znaczy to, że można wybrać się bez mapy. To są poważne góry i nie można ich lekceważyć. Zresztą, żadnych nie można.

styria

Wiosna w górach ma swój wyjątkowy koloryt. Soczysta zieleń młodej trawy miesza się jeszcze z lekko zżółkniętymi połaciami po zimie, które dopiero zaczynają odzyskiwać życie. Na tle błękitnego nieba bieleją alpejskie szczyty, wciąż pokryte resztkami śniegu. Ten kontrast – świeżość w dole i zimowa surowość w górze – sprawia, że każdy zakręt na trasie wygląda jak kadr z innej pory roku

Po drodze mijam jedną małą wioskę, a w zasadzie to kolonia. Raptem kilka domów, ale można też tutaj kupić ser i mleko.

styria

Po wyjeździe ponad linię lasu krajobraz zmienia się całkowicie. Nagle przede mną pojawiają się wiatraki – rząd po rzędzie, ciągną się od Amundsenhöhe (1666 m) aż do Grazer Stuhleck (1635 m). Trochę psują górski widok, ale jednocześnie mają w sobie coś baśniowego. Ich powolny ruch sprawia, że czuję się jak w jakiejś nierealnej krainie, w której człowiek i natura muszą się dogadać na własnych zasadach.

styria

Robię chwilę przerwy, bo warto przyjrzeć się dokładnie, przetrawić widok z każdej możliwej strony. Jest wprost przepięknie.

Po drodze jest też trochę podmokły teren, ale można przejechać po drewnianej kładce z suchą oponą.

styria

Im bliżej szczytu, tym trudniej. Ostatnie metry podjazdu na Stuhleck (1782 m) wymagają naprawdę mocnej łydy – przyznaję, że miejscami rower prowadzę zamiast jechać. Ale wiem, że to do zrobienia, i w końcu docieram na samą górę. Stoi tu schronisko Alois-Günther-Haus, które daje chwilę wytchnienia od wiatru i okazję, by napić się kawy.

styria
styria

Potem pozostaje już tylko nagroda w wersji MTB – zjazd. Na początku krajobraz otwiera się szeroko, a ja mam wrażenie, że jadę prosto w stronę horyzontu. To uczucie wolności, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Później trasa prowadzi czerwonym szlakiem w gęsty las. O tej porze dnia jest tu już ciemno, drzewa zasłaniają resztki słońca, a ja czuję, jak klimat zmienia się w bardziej dziki, tajemniczy. To właśnie kontrast, który lubię najbardziej – otwarte przestrzenie i zamknięty, chłodny cień lasu.

styria

Pierwsza wyprawa nowym kamperem, pierwsza wiosenna trasa i pierwszy szczyt w Styrii. Wszystko pachnie początkiem, jakby otwierały się drzwi do nowego etapu podróży. I właśnie za to kocham takie chwile – że nawet dobrze znana droga potrafi brzmieć jak zupełnie nowa melodia, jeśli tylko słucha się jej uważnie.

styria

Super jak postawisz kawkę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *