z Przełęczy Szarcula…

Jak ostatnio wspominałam w poście „Przy Baraniej górze” wróciłam, aby zwiedzić ścieżki które wzbudziły moją ciekawość. By nie tracić czasu, bo przyjechałam dziś troszkę później, zostawiłam samochód na Przełęczy Szarcula. Przez las Beskidek jechałam drogą asfaltową Szarcula – równoległą do czerwonego szlaku w kierunku Schroniska na Stecówce. Wkrótce czerwony szlak przecina się z drogą Szarcula, w tym miejscu odbiłam w lewo aby dostać się do czarnego szlaku, którego trzymałam się przez 2,6 km, oczywiście ciągle w górę. Następnie zboczyłam w lewo na drogę przeciwpożarową przed Schroniskiem na Przysłopie. Szutrowym podjazdem dotarłam do najwyższego punktu dzisiejszej wycieczki 1041 m n.p.m.

Osoba stoi przy rowerze w tle drzewa oraz kamienie

Skręciłam w prawo, dość łagodnym ale kamienistym zjazdem, by za chwilę znów podjeżdżać w górę. Na skrzyżowaniu z niebieskim szlakiem prowadzącym na Baranią Górę jadę dalej prosto naprzemiennie podjeżdżam i zjeżdżam. Tak cudownie mi się jechało, że w pewnym momencie się zapędziłam i nie skręciłam w lewo tylko przejechałam na wprost i na prawdę długim zjazdem dotarłam prawie do Przełęczy Salmopolskiej. Kiedy się zorientowałam, szybko dotarło do mnie, że muszę się wrócić. Ale warto było. Także kiedy już dotarłam zasapana do miejsca, gdzie przegapiłam drogę usiadłam na chwilę zaczerpnąć promieni słońca. Tak bardzo będę tęsknić za latem. Na samą myśl nadejścia szarugi i chłodnych dni mam gęsią skórkę.

Dziewczyna siedzi na pniu drzewa w promieniach słońca

Dalej trzymałam się już dobrze znanego żółtego szlaku prowadzącego do Wisły Malinka, prowadzącego na górną stację narciarską Cienków. Po drodze minęłam pastwisko krów szkockich. Nie wiem dlaczego ale mam słabość do takich dużych zwierząt, są fascynujące. Szkockie krowy pierwszy raz widziałam na żywo, są przepiękne, a za razem słodkie.

krowy szkockie na zielonej trawie w tle góry

Po dotarciu do zapory Jeziora Czernieńskiego, ponownie wjechałam asfaltową drogą na przełęcz Szarcula. Dziś była dosyć krótka trasa i właściwie niczego nowego nie odkryłam jak zamierzałam. Ale to nie zmienia faktu, że było cudownie. Po takich przejażdżkach moje ciało jest zmęczone, ale dusza jest jakaś taka lżejsza. Gdy mam nad głową tylko błękit nieba przyzdobiony pojedynczymi chmurami, a przed oczami niekończące się góry, wszystko co zostawiłam poza tym wszystkim jakoś robi się prostsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.