Jurajski Szlak Rowerowy – “Wokół Pieskowej skały” i Dolinki Krakowskie

Wiele razy byłam na Jurze Krakowsko Częstochowskiej, ale pierwszy raz wybrałam się w tą część aby obejrzeć jurajskie skały z perspektywy dwóch kółek. Przyznaję, że warto. Jest to na prawdę ciekawe widokowo miejsce. Jako, że miałam tylko jeden dzień postanowiłam połączyć Dolinki Krakowskie ze szlakiem wokół Pieskowej skały.

Park Krajobrazowy “Dolinki Krakowskie” jest dosyć spory, gdyż zajmuje powierzchnię ponad 20 tysięcy hektarów. Dodatkowo została utworzona otulina Parku obejmująca kolejne 13 tysięcy hektarów. Cała powierzchnia parku położona jest na terenie województwa małopolskiego. Park zajmuje obszar Wyżyny Olkuskiej, sięga aż po Rów krzeszowski. W skład Parku Krajobrazowego wchodzi siedem dolin. Każda z nich to jar, który powstaje w skutek erozyjnego działania rzek (jednak rozszerzona geografia w liceum nie poszła w las). Obecnie doliny to zagłębienia o wąskim dnie i stromych często skalnych zboczach. Skały to szaro – białe wapienie, które powstały 160 mln lat temu, kiedy to obszar jury znajdował się w głębinach morskich. Dodatkowo jest tutaj mnóstwo jaskiń i krętych potoków. Wszystkie te rzeczy tworzą niecodzienną dla oka kompozycję.

Moją wycieczkę rozpoczęłam w miejscowości Łazy, przy kościele znajduje się dosyć spory parking. Tam zostawiłam mojego “Borsuka” (tak nazywam mój samochód), gdzie właściwie od razu wjeżdża się na zielony szlak prowadzący ostro w dół w kierunku dna doliny. Na skrzyżowaniu odbijam w prawo na niebieski szlak. Niebieski szlak pieszy oznaczony jest również jako czerwony rowerowy. Dolina Będkowska ma 7 km długości i w przeciwieństwie do pozostałych dolin, dnem można poruszać się drogą asfaltową.

dziewczyna na rowerze w dolinkach krakowskich

W lewo odchodzi szutrowa ścieżka, prowadząca do Łabajowej. Są to ostańce skalne na które często wspinają się łojańci. Natomiast obok jest Jaskinia Nietoperzowa, można zwiedzić ją z przewodnikiem. Ja odbiłam w prawo przez wąski mostek do chyba jednego z ciekawszych miejsc Doliny Będkowskiej – Dupy Słonia i Brandysówki. Bardzo podobają mi się nazwy tutejszych skał np. Czarcie wrota, Hades, Cmentarzysko. Jednak aby kontynuować moją wycieczkę musiałam się wrócić do drogi asfaltowej. Trzymając się czerwonego szlaku minęłam Kobylany i tym sposobem znalazłam się w dolinie Kobylańskiej. Przywitała mnie szeroka łąka nad którą wznosi się skała Żabi Koń. Przejechałam jeszcze kawałek i w końcu mogłam zjechać z asfaltu, nadal podążając czerwonym szlakiem rowerowym. Na początku jest to wąska ścieżka prowadząca dnem doliny. Później gwałtownie zaczyna piąć się w górę do lasu. Stopniowo ścieżka się wypłaszcza.

prowizoryczny mostek na rzece i kierownica roweru

Dojechałam do Bolechowic, ale niestety gdzieś po drodze zgubiłam zjazd do doliny Bolechowickiej. Przynajmniej teraz mam powód, aby znów tutaj przyjechać. Za Bolechowicami kieruję się na Dolinę Kluczwody, nazywaną również Doliną Wierzchówki. Po drodze mijam słynną Jaskinię Wierzchowską Górną.

Jaskinia w wapiennych skałach

Kolejnym etapem mojej wycieczki był Ojcowski Park Narodowy. Ale nie byłam przekonana do końca czy ma to dziś sens, ponieważ jest sobota, piękna pogoda co wiąże się z tłumami turystów. Ale ku mojemu zdziwieniu nie było aż tak dużo osób, co nie znaczy że było pusto. Ze względu na to przejechałam przez park dość szybko. Myślę że każdy chodź raz w życiu powinien odwiedzić to miejsce. Moim zdaniem jest to jedno z piękniejszych cudów natury tej części polski.

drewniana chata pod wapiennymi skałami na tle niebieskiego nieba

W Ojcowie rozpoczęłam niebieski szlak “Wokół Pieskowej Skały” troszkę go zmodyfikowałam pod własne potrzeby. Chodzi mi o to, że “Borsuk” został w Łazach i musiałam po niego wrócić. Dlatego skróciłam trasę omijając Maczugę Herkulesa. Po wyjechaniu Ojcowa dosyć długim odcinkiem drogi asfaltowej, dojechałam do Doliny Zachwytu.

Tablica informacyjna przy wjeździe do doliny zachwytu

Czym można się zachwycić w Dolinie Zachwytu? W moim odczuciu była to cisza. Jak już wspominałam uwielbiam słuchać szumu drzew i leśnych odgłosów. Jadąc ścieżką totalnie przerytą przez dziki zatrzymałam się na chwilę posłuchać owej ciszy, po chwili usłyszałam głośny rumor pędzących kopyt. Uwielbiam samotność w lesie ale czasami jednak trochę się przestraszę i włącza mi się “syndrom ucieczki”, tak też się stało. Głośny odgłos spowodował, że dostałam nadludzkiej siły w nogach i nawet nie wiem kiedy znalazłam się już na wyjeździe z doliny. Przypuszczam, że to był dzik który przestraszył się mnie równie mocno jak ja jego, ale ja chyba szybciej uciekałam.

Z doliny wyjechałam na pagórkowatą asfaltową drogę ciągnącą się między polami. Dojechałam do lasu otaczającego Zamek w Pieskowej Skale i potem już do samego zamku. Niestety nie miałam już czasu, żeby tam wejść. Dalej moja cudowna mapa kierowała mnie niebieskim szlakiem, ale po chwili musiałam skręcić w lewo w bardzo ładnie wyglądającą ścieżkę. Długo to nie trwało, bo nagle owa ścieżka przekształciła się w wąską stromiznę po zboczu góry. Nie było możliwości wjazdu, ani prowadzenia roweru. Rozważałam, czy się nie wrócić, ale patrząc na mapę doszłam do wniosku, że będę musiała nadrobić sporo kilometrów. Także rower na plecy i jazda. Jak jeż weszłam na górę, okazało się, że teraz muszę zejść równie stromą drogą. Na szczęście się udało, chodź miałam 2 poślizgnięcia. Kiedy już zeszłam, dotarłam do normalnej leśnej ścieżki, która prawdopodobnie wchodziła w las kawałek dalej niż ta którą wybrałam. No tak przygoda musi być.

  • Skały wapienne w lesie
  • leśna droda zasypana liśćmi

Tak sobie jechałam w tej pięknej jesiennej scenerii i zastanawiałam się, czy jeszcze coś mnie spotka ciekawego. Także długo nie trwał spokój i beztroska. Znów musiałam skręcić, aby jechać w stronę Łazów. Tym razem ścieżka była szeroka, ale pod stromą górkę. Kiedy już się tam wdrapałam, znalazłam się na wielkiej łące, której końca nie było widać. Musiałam przez nią przejechać, na szczęście nie było zbyt miękko a trawa na początku nie była zbyt wysoka.

Rower na łące

W oddali widziałam już jakieś domy, więc odetchnęłam, że ta łąka jednak ma gdzieś swój koniec. Jednak teren był tam tak ukształtowany i nie było widać, że jakieś ostatnie 100 metrów przed zabudowaniami trawa na łące jest dużo wyższa, a teren grząski. Także nawet się już nie zastanawiałam nad swym losem. Śmiejąc się z samej siebie znów zarzucam rower na plecy i idę. Dotarłam do miejsca gdzie łąka łączy się z polem. Na szczęście już dało się jechać, więc jeszcze kawałek po polu i już byłam w jakiejś wiosce. Nazwy nie pamiętam. Musiałam chwilę odpocząć po tej przeprawie. Wypiłam już wszystko co miałam, ale znalazł się mały sklepik, gdzie uzupełniłam zapasy. Słońce już powoli zachodziło, a ja miałam jeszcze kawałek, więc musiałam przyspieszyć. Dalsza droga przebiegła już bez komplikacji związanych z trasą.

rozjazd dróg leśnych w kształce litery y

Do Łazów jechałam już leśną ścieżką, potem drogą asfaltową. Przez liczne pagórki. Na jednym z nich znów zobaczyłam moje ukochane Tatry na horyzoncie.

Widokm na tatry z drogi w łazach

Potem już tylko z górki prosto do samotnie czekającego na mnie Borsuka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *